WYPOWIEDŹ POSŁA

Marcin Święcicki wziął udział w debacie

MAR

30

2012


Punkt 13. porządku dziennego (cd.)

Pani Marszałek! Panie Premierze! Panie Przewodniczący! W uzasadnieniu do referendum wielokrotnie podawano argument, że w ten sposób wyraża się wola narodu, że jest to najwyższa forma demokracji, niech lud się wypowie w tej tak ważnej sprawie. Otóż, proszę państwa, referendum jest dobre, ale nie jest dobre na wszystko.

Jest to w naszym systemie konstytucyjnym tylko środek uzupełniający, dodatkowy. Może być tak, że w niektórych wypadkach referendum wręcz zubaża nasze możliwości podejmowania optymalnych decyzji, ogranicza nas w wyborze dobrych wariantów i blokuje rozwój kraju. Postaram się tę tezę uzasadnić. Otóż pan przewodniczący, uzasadniając wniosek o referendum, powoływał się na badania opinii publicznej, zgodnie z którymi 80, a nawet 90% pytanych mówiło, że są przeciwni podniesieniu wieku emerytalnego. Ale w tych samych badaniach CBOS, panie przewodniczący, jeśli już inaczej postawić pytanie, dostajemy zupełnie inne wyniki.

Otóż 66% przeciwników podwyższenia wieku emerytalnego deklaruje, że zgodziłoby się na to, gdyby osoby, które wypracowały dostatecznie wysokie świadczenia emerytalne, mogły przejść na emeryturę wcześniej niż po 67. roku życia. W innych badaniach – SMG/KRC – zadano też trochę inne pytanie z tym związane, mianowicie czy jesteś za obniżeniem emerytur, aby utrzymać obecny wiek emerytalny. 74% jest przeciwnych obniżeniu emerytur, żeby utrzymać obecny wiek emerytalny. Co mówią na ten temat nasi wybitni profesorowie?

Prof. Lech Garlicki z Uniwersytetu Warszawskiego, były sędzia Trybunału Konstytucyjnego, mówi: „Procedury demokracji bezpośredniej, to jest referendum i inicjatywa ludowa, mają charakter uzupełniający wobec działalności organów przedstawicielskich”. Podobnie prof. Marek Bankowicz z Uniwersytetu Jagiellońskiego w swoim podręczniku akademickim „Demokracja” pisze: „Referendum musi być instytucją nadzwyczajną, która w szczególnych przypadkach uzupełnia i wzbogaca instytucje demokracji przedstawicielskiej”. To referendum, tak jak państwo je zaproponowali, jest referendum, które by utrudniło podjęcie lepszych decyzji.

Po co byłyby te wszystkie konsultacje, po co wczorajsze porozumienie, po co trzy miesiące debat w telewizji? Żeby skończyć metodą: tak albo nie? Taka metoda nadaje się do innych pytań, do pytań: jesteśmy za wejściem do Unii Europejskiej czy przeciwko, za Senatem czy przeciwko, za przyjęciem konkretnej konstytucji czy przeciwko. W takich zero-jedynkowych sytuacjach metoda referendum może się sprawdzać i jest istotna, ale w sytuacji tak złożonej, gdzie można decyzję wzbogacić, gdzie trzeba ją opakować rozmaitymi innymi instrumentami, gdzie trzeba uwzględnić różne sprawy – tych, co mogą pracować, tych, co nie mogą pracować – to referendum, jak powiadam, tylko nam może popsuć gospodarkę, a nie doprowadzić do optymalnego rozwiązania. Do optymalnego rozwiązania w tym wypadku może prowadzić procedura parlamentarna, dyskusja, debata.

Jedynym krajem, który stosuje powszechnie referendum, jest Szwajcaria. Tam jakoś to się sprawdza, ale to jest wyjątek, proszę państwa. Drogą Szwajcarii próbowała pójść Kalifornia, która urządza referenda w rozmaitych sprawach, również w sprawach właśnie finansowych. I na przykład uchwalono tam, że podatki należy zmniejszyć, i zmniejszono o ponad połowę podatek od nieruchomości, główny podatek stanowy. W innych referendach uchwalono, że trzeba podnieść wydatki na rozmaite rzeczy, usztywnić wydatki na oświatę nawet wtedy, kiedy idzie niż demograficzny, i w rezultacie Kalifornia jest dzisiaj najbardziej zadłużonym stanem amerykańskim, o najgorszych ratingach.

Czy chcemy naprawdę znaleźć się w Europie też na ostatnim miejscu w ratingach w ocenach naszej wiarygodności przez blokowanie racjonalnych, rozsądnych decyzji? Ale referendum również opiera się na przesłankach błędnych. Tu pan przewodniczący mówił, i bardzo często słyszę to w debatach: pozwólmy ludziom odebrać ich składki, to, co włożyli do systemu, mają przecież do tego prawo. Otóż jest to pewien skrót myślowy – to, że te pieniądze są tam, w tym systemie. Reforma przyjęta w 1998 r.

to reforma, która wprowadziła indywidualne rachunki, na których się zaznacza, ile ktoś wpłacił do systemu, żeby na tej podstawie potem wyliczyć mu emeryturę. Ale tych pieniędzy tam nie ma, poza tą cząstką OFE. Jedynie ta 1/6 czy 1/7, ta cząstka OFE pracuje, lepiej lub gorzej, na rzeczywistych pieniądzach i z tego będzie pochodziła rzeczywista wypłata. Cała reszta tych wszystkich pieniędzy, które obecny wyż demograficzny wpłaca na emerytury, 5/6 tych pieniędzy są to pieniądze, które są natychmiast wypłacane bieżącym emerytom. Potem, jak wyż przejdzie na emeryturę, to żeby tym ludziom z kolei wypłacać, trzeba będzie obciążyć ten niż, który wtedy będzie na rynku pracy, tymi wypłatami w 5/6 czy w 6/7.

Tak że nie ma tych pieniędzy w systemie, dlatego trzeba tak ostrożnie podchodzić do wszelkich propozycji wcześniejszego przechodzenia, łagodzenia tego czy do realizacji tego postulatu: oddać ludziom ich własne pieniądze. One nam dają pewien tytuł, ale tych pieniędzy tak naprawdę tam nie ma. W tej debacie również często się mówi: najpierw zdrowie, najpierw warunki mieszkaniowe, poprawmy oświatę, budujmy kapitał ludzki, politykę prorodzinną prowadźmy. Pełna zgoda, proszę państwa, jestem też bardzo za tymi wszystkimi celami, za poprawą warunków pracy. Ale to wszystko kosztuje.

To są wszystko cele konkurencyjne wobec wypłat emerytur i rent. Jeśli będziemy nieustannie powiększać w naszym dochodzie narodowym udział wypłat emerytur i rent, to nie będzie nas stać na tamte inne wydatki. Trzeba będzie je skracać, trzeba będzie je zmniejszać i obcinać. A więc tu są, że tak powiem, rzeczy sprzeczne. Państwo nie widzą tego, że żeby mieć na tamto pieniądze, nawet żeby na politykę prorodzinną mieć pieniądze, trzeba doprowadzić do jakichś racjonalnych rozmiarów udział wypłat rent i emerytur w PKB w obliczu tych trendów demograficznych, które już są przed nami.

Były tutaj czasami kwestionowane prognozy demograficzne. Ja sobie przejrzałem rozmaite prognozy demograficzne. One wszystkie w odniesieniu do Polski są jednoznaczne, czy to jest prognoza Eurostatu, czy to jest prognoza robiona przez biuro spisów Stanów Zjednoczonych, czy to jest prognoza ONZ, czy to są nasze prognozy demograficzne. Są niewielkie odchylenia między tymi prognozami, ale one wszystkie pokazują na olbrzymie zmiany proporcji wiekowych między ludnością pracującą i ludnością niepracującą. Był kłopot, czy będą miejsca pracy.

Jeszcze raz chciałbym powtórzyć argument, że podaż rąk do pracy tak się zasadniczo zmniejsza, że, proszę państwa, jeśli tylko utrzymamy te miejsca pracy, które obecnie są, te 16 mln miejsc pracy, które mamy w tej chwili na rynku pracy – oczywiście to się będzie zmieniać w sektorach, zatrudnienie w jednych sektorach będzie maleć, w innych sektorach będzie rosnąć – to całkowicie wystarczy, żeby i dać zatrudnienie tym, którzy będą dłużej pracować, i dać zatrudnienie tym, którzy są teraz na bezrobociu, i dać zatrudnienie młodym ludziom wchodzącym na rynek pracy. Nie będzie z tym naprawdę problemu. Sumując, proszę państwa, chciałbym powiedzieć, że nie można się zgodzić na to referendum, bo ma być w nim postawione pytanie, które jest absolutnie jednostronne i niewłaściwe, pytanie, które uniemożliwi nam doprowadzenie do jakiegoś optymalnego, racjonalnego, rozsądnego rozwiązania. To referendum opiera się na nieistniejących prognozach demograficznych – nie ma takich prognoz, pokażcie państwo prognozy, które pokazują coś innego, pokażcie państwo inne prognozy demograficzne, nie ma takich innych prognoz demograficznych – jak również opiera się na kapitale i na pieniądzach, których po prostu nie ma w tym systemie, a które będą musiały przyszłe pokolenia zapłacić. Dlatego wniosek o referendum powinien być odrzucony.

Dziękuję bardzo.

(Oklaski)